1. Modlitwa prośby a modlitwa wstawiennicza
Modlitwa wstawiennicza w gruncie rzeczy nie jest niczym innym, niż jednym z rodzajów modlitwy prośby, wyróżniający się tym, że modlimy się w niej nie za nas samych, ale:
1) za kogoś innego – i jest to ściśle określona osoba (lub grupa osób);
2) we w miarę precyzyjnie określonej intencji.
Do tych dwóch elementów dochodzi zwykle trzeci: osoba, za którą ktoś się modli zwykle sama prosi o modlitwę i podaje jej szczegółową intencję.
W modlitwie wstawienniczej można się posłużyć jakąkolwiek formą modlitwy prośby – od tradycyjnych jak różaniec począwszy, poprzez modlitwę spontaniczną, na jubilacji (tzw. modlitwie w językach) skończywszy.
Szczytową formą modlitwy wstawienniczej jest Eucharystia sprawowana w danej, szczegółowej intencji (cały Kościół z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym jako Głową angażuje się w modlitwę).

2. Fundamenty biblijne
Biblia nie daje szczegółowych wskazówek na temat modlitwy wstawienniczej. Poza ewangelicznymi tekstami mówiącymi o konieczności i owocności modlitwy w ogóle (zwłaszcza modlitwy wspólnotowej) – por. np. Mt 7,7-11; 18,20; 21,22; J 14,13; 15,16; 16,23-26 i miejsca paralelne – mamy zaledwie kilka wzmianek. Oto podstawowe dane, jakie dzięki nim uzyskujemy:
istniała w pierwotnym Kościele praktyka szczególnej modlitwy wspólnoty w intencji niektórych jej członków, którzy znajdowali się w szczególnych sytuacjach, potrzebach (np. mieli podjąć szczególną posługę – wówczas takiej modlitwie przewodniczyli odpowiedzialni za wspólnotę [Apostołowie]);
istniała również praktyka zwracania się do wspólnoty z prośbą o modlitwę, również ze sprecyzowaną intencją (która była powierzana zarówno modlitwie wspólnotowej, jak i prywatnej);
istniała praktyka modlitwy o uzdrowienie fizyczne, która łączyła się (zwykle choć niekoniecznie) z udzielaniem sakramentu chorych;
ze wzmianek w liście Jakuba można wnosić, że modlono się także w celu przezwyciężenia skutków grzechu (których choroba mogła być manifestacją);
istniało wśród pierwszych chrześcijan przekonanie o wielkiej skuteczności tego rodzaju modlitwy.

3. Przeobrażenia w praktyce kościelnej
Czy można mówić o zniknięciu modlitwy wstawienniczej z późniejszej praktyki Kościoła? I tak i nie. Tak, jeśli mamy na myśli jej formy spontaniczne, to znaczy zebranie małej grupy chrześcijan, by modlić się w intencji konkretnej osoby o modlitwę proszącej. Nie, jeśli mamy na myśli inne formy modlitwy.
Wraz z rozrostem ilościowym chrześcijaństwa w IV wieku, wspólna modlitwa zaczyna ciążyć coraz bardziej w stronę form liturgicznych (jednak wewnątrz liturgii pozostawały zawsze elementy modlitwy wstawienniczej: intencje szczegółowe modlitwy wiernych), wypierając z wolna małe zebrania. Głębsze życie modlitewne zaczyna się koncentrować w rodzącym się wówczas ruchu pustelniczym i monastycznym (zakonnym). Pisma wywodzące się ze środowisk mniszych przynoszą dziesiątki świadectw o modlitwie wstawienniczej pustelników lub mnichów. Przez “szeregowych” chrześcijan byli oni uważani wręcz za coś w rodzaju “instytucji” wstawienniczych (często w praktyce utrzymując się po części z tego, co otrzymywali w darze od tych, którzy ich prosili o modlitwę…). Z czasem jednak, wraz z wycofaniem się życia zakonnego “za mury”, ta forma wstawiennictwa straciła znacznie na dynamice, choć odżywała każdorazowo, wraz z powstawaniem nowych zakonów.
Drugą linią rozwojową wstawiennictwa, była linia liturgiczna: modlitwa liturgiczna kapłanów i zakonników zaczęła z czasem przejmować na siebie cały “ciężar” wstawiennictwa. Najsilniejszym momentem tej linii rozwojowej jest praktyka sprawowania Eucharystii w konkretnej intencji, wyznaczonej przez osobę proszącą o Eucharystię (jest to chyba zarazem forma modlitwy wstawienniczej najbardziej angażująca Kościół i samego Chrystusa). Na tej samej linii umieścić można tzw. zalecania: prośby, które ludzie przedstawiają kapłanowi, by włączył je do modlitwy powszechnej.
Można też chyba mówić o trzeciej linii, jaką jest prywatna, indywidualna modlitwa prośby, która nigdy w Kościele nie zamarła…
Wraz z reformą Soboru Watykańskiego II, która przyniosła powrót do świadomości Kościoła pierwotnego, wedle której wszyscy ochrzczeni, nie tylko kapłani, mają swoje miejsce i swoją funkcję w Kościele, modlitwa wstawiennicza – zwłaszcza w formie wspólnotowej – powraca w codzienność chrześcijan…

4. Próba interpretacji teologicznej
Chodzi nam teraz na odpowiedź na dwa pytania: Jakie jest znaczenie modlitwy wstawienniczej dla życia Kościoła? Na czym bazuje się jej skuteczność? Jako punkt wyjścia posłuży nam tekst Katechizmu Kościoła Katolickiego (2634-2636).
Wstawiennictwo zbliża nas do modlitwy Jezusa: chodzi o to, iż nasza modlitwa staje się w jakiś sposób przedłużeniem modlitwy samego Jezusa, ta zaś była odbiciem Jego misji. On przyszedł na świat zbawić grzeszników, a więc:
modlitwa wstawiennicza jest przede wszystkim modlitwą, która ma na celu przezwyciężenie grzechu i jego skutków w człowieku. Jako taka przynależy do samej istoty posłannictwa Kościoła, który przedłuża w świecie obecność i działanie samego Jezusa. Dlatego:
modlitwa wstawiennicza (w szerokim rozumieniu) jest zadaniem każdego chrześcijanina wypływającym z misji, która została mu powierzona w sakramentach chrztu i bierzmowania.
Chodzi tu o nic innego, jak o naszą odpowiedzialność za braci (komunia świętych),
szczególnie zaś za nie- lub słabo wierzących oraz tych, którzy borykają się z grzechem lub jego skutkami. Wstawiennictwo chrześcijańskie musi być powszechne, to znaczy dotykać ludzi także znajdujących się poza widzialnymi granicami Kościoła, a za których także Jezus wstawiał się do Ojca…

Na czym opiera się “mechanizm” wstawiennictwa? Otóż przede wszystkim trzeba nam przyjrzeć się nieco temu, czym jest modlitwa prośby. W gruncie rzeczy jest ona otwarciem się człowieka na Boże działanie. Powiedzeniem: “Boże, chcę, działaj w moim życiu”. Bóg szanuje ludzką wolność, dlatego “czeka” na modlitwę ze swoim działaniem. I wchodzi chyba też jakoś “proporcjonalnie” do otwarcia się człowieka.
Wobec Boga nie jesteśmy izolowanymi jednostkami: łączy nas z jednej strony jedność wspólnego człowieczeństwa, z drugiej – jedność opierająca się na fakcie, iż Jezus umarł za wszystkich ludzi, a tym samym uczynił wszystkich nas braćmi. Ta dwuwymiarowa jedność sprawia, że nic, co dotyka jednej osoby, nie pozostaje zupełnie bez wpływu na pozostałe. Oczywiście manifestuje się to mocniej wówczas, kiedy pomiędzy osobami istnieje też wspólnota konkretna (rodzina, znajomość, przyjaźń, itd.).
I tu dochodzimy do sedna. Na mocy naszej “solidarności” w człowieczeństwie i odkupieniu możemy poprzez naszą modlitwę, nasze otwarcie się, wypowiadać Bogu “tak” w imieniu (lub wraz z) drugiej osoby, otwierając Mu tym samym nieco bardziej drogę do jej serca. Największym takim “tak” (i w pewnym sensie “tak” definitywnym) była śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, dlatego każde nasze wstawiennictwo jest w gruncie rzeczy uczestnictwem we wstawiennictwie samego Chrystusa, które dziś Duch Święty przedłuża w Kościele.

5. Niektóre współczesne formy modlitwy wstawienniczej
Zajmiemy się teraz tylko kilkoma rodzajami modlitwy wstawienniczej – takimi, w których mała grupa modli się bezpośrednio w intencji osoby obecnej, która sama tę intencję podaje (lub poddaje pod rozeznanie grupy).

5.1 kilka uwag ogólnych
Nim przejdziemy do kwestii szczegółowych, warto zwrócić uwagę na kilka spraw odnoszących się właściwie do każdego rodzaju modlitwy wstawienniczej.
Nie powinno się podejmować modlitwy bez (przynajmniej domniemanej) zgody pasterza odpowiedzialnego za wspólnotę – w miarę możliwości powinien on być obecny.
W modlitwie należy zawsze szanować tego, za którego grupa się modli. Zwykle modlitwa wstawiennicza jest dużym przeżyciem dla osoby o nią proszącej. Należy więc brać pod uwagę mechanizmy psychiczne funkcjonujące w osobie, za którą grupa się modli: mogą one znacznie utrudnić skupienie się na modlitwie, prawdziwe otwarcie na Jezusowe działanie. Trzeba się wystrzegać wszelkich form manipulacji emocjonalnej. Grupa posługująca modlitwą musi być wyczulona na potrzeby osoby, wobec której posługuje, a nie próbować zaspokajać własnych – także w dziedzinie emocjonalnej (uważać na przyzwyczajenia i schematy…!). W praktyce oznacza to, iż:
należy unikać form modlitwy nieznanych osobie, za którą grupa się modli lub takich, w które trudno byłoby się jej włączyć (np. jubilacji, jeśli dana osoba się z nią wcześniej nie spotykała);
należy unikać takich form zewnętrznych (nałożenie rąk itd., zbyt wielka liczebnie grupa), które mogłyby utrudniać skupienie osobie, za którą grupa się modli;
należy unikać tworzenia atmosfery gorączkowości, napięcia emocjonalnego, a zwłaszcza wszystkiego, co nadawało by modlitwie pozory magii, tajemniczości itd.;
należy unikać sytuacji “miażdżenia miłością” – wylewnego okazywania ciepła osobie, za którą grupa się modli. Ostrożność trzeba zachować zwłaszcza w dziedzinie gestów (przytulanie itd.). Jednocześnie też nie należy mrozić chłodem i dystansem. Miarą muszą być potrzeby i możliwości osoby proszącej o modlitwę;
należy unikać wzbudzaniu w osobie, za którą grupa się modli przekonania o automatyczności działania modlitwy (“od tej chwili będzie już wszystko dobrze”), jak również wzbudzania zbyt wielkich oczekiwań wobec niej;
należy unikać wzbudzania w osobie, za którą grupa się modli przekonania, iż jeśli prośba nie zostanie spełniona, to będzie to na pewno z jej winy (“Pan na pewno zadziała, jeśli mu nie przeszkodzisz…”).
W modlitwie nie należy ograniczać się do modlitwy prośby: równie ważne są pozostałe formy modlitwy, gdyż poszerzają niejako horyzonty samej modlitwy, otwierają szerzej serca modlących się osób:
modlitwa uwielbienia powinna spowijać całą modlitwę; bardziej bowiem niż osiagnięcie określonego celu chodzi w modlitwie o oddanie chwały Panu. Uwielbienie pomaga nie zamykać serca w wąskich ramach podanej intencji, ale otwierać je szeroko, także na inne wymiary Bożego działania, które On sam wybiera;
modlitwa dziękczynienia pozwala na dostrzeżenie (zwłaszcza osobie, za którą grupa się modli) tego, co Pan już zdziałał, co już się dokonało. Ważne jest też dziękczynienie za to, co się dokona – jako wyraz zaufania i nadziei;
modlitwa przeproszenia pozwala na oczyszczenie serc na początku modlitwy, na zachowanie właściwych proporcji: wobec naszej grzeszności każde Boże działanie jest niesamowitą manifestacją miłości.
W modlitwie należy pozostawić Bogu “wolność działania”, to znaczy modlić się przede wszystkim o wypełnienie się woli Pana względem danego człowieka czy sytuacji: modlitwa może być skuteczna tylko na tyle, na ile będzie współbrzmiała w wolą Boga. Konkretna intencja modlitewna jest wyrazem naszego rozeznania sytuacji, a to zawsze może być niedoskonałe.
Osoby prowadzące oraz osoba o modlitwę prosząca powinny znajdować się w stanie łaski uświęcającej – chodzi o bycie “przepuszczalnym” dla Bożego dzialania.
Należy być ostrożnym w stosowaniu tzw. prośby o Słowo (modlitwa, po której otwiera się na chybił trafił Biblię i odczytuje fragment jako skierowany konkretnie do osoby za którą grupa się modliła). Nie może ona być traktowana jako czynność magiczna. Unikać należy wytwarzania wrażenia, że Pan musi się w ten sposób wypowiedzieć. Przed odczytaniem fragmentu osobie, za którą grupa się modliła, powinni go odczytać prowadzący: wcale niekoniecznie fragment, który się otworzy musi być rzeczywiście znakiem Bożej wypowiedzi… Czasem – w przypadku szczególnie trudnych i niejasnych tekstów – warto powtórnie otworzyć Biblię. Nie powinno się też pozostawiać osoby samej ze Słowem bez wskazania jej przynajmniej przybliżonej interpretacji fragmentu.

5.2 modlitwa w pojedynczych potrzebach
W tej modlitwie osoba prosząca o modlitwę sama definiuje intencję i przedstawia ją grupie, która podejmuje modlitwę. Grupa posługująca modlitwą może być tutaj nawet bardzo duża (za wyjątkiem sytuacji, w których grupa modli się o uzdrowienie wewnętrzne i podawanie intencji do wiadomości dużej ilości osób mogło by być krępujące dla osoby proszącej o modlitwę).
W samej modlitwie należy zwrócić uwagę na początkowe dziękczynienie za daną osobę i uwielbienie Boga w niej.

5.3 modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne
Modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne jest modlitwą o przezwyciężenie grzechu lub jego skutków (także skutków grzechów innych ludzi, które dotknęły daną osobę). Chodzi w niej o pomoc człowiekowi w otwarciu się w pełni na działanie Bożego przebaczenia, na moc płynącą z Chrystusowej śmierci i zmartwychwstania. Jako taka jest więc ściśle związana z sakramentem pojednania: pomaga otworzyć się na jego owoce lub do niego podprowadza.
Ze względu na osobisty charakter tej modlitwy, należy unikać przeprowadzania jej w dużych grupach.
Skuteczność modlitwy o uzdrowienie uzależniona jest od zgodności z wolą Pana wobec danej osoby. Nie jest więc automatyczna. Samo uzdrowienie zaś może przebiegać w sposób zupełnie nieprzewidziany – Bóg pozostaje wolny w swoim działaniu. Zwykle nie jest ono ani natychmiastowe, ani zupełne w tym znaczeniu, że Pan dotykając pewnych sfer, ukazuje poranienia w innych umożliwiając tym samym ich z kolei uzdrowienie. Można więc mówić o uzdrowieniu “pełzającym” lub “spiralnym” (w tym znaczeniu, że pewne problemy mogą od czasu do czasu powracać, jednak na innej płaszczyźnie). Ważna jest, aby zarówno modląca się grupa, jak i osoba prosząca o modlitwę była tego świadoma. Modlitwa o wypełnienie się woli Pana musi być dominująca.
Precyzyjne sformułowanie intencji, centralnego problemu, ma znaczenie o tyle, że pozwala z jednej strony lepiej “wstrzelić się” z modlitwą w wolę Pana, z drugiej ułatwia osobie proszącej o modlitwę otwarcie się na przyjęcie uzdrowienia. Nie można lekceważyć sfery psychicznej człowieka, która jest na tyle silnie sprzężona z duchową, by móc w pewnych sytuacjach utrudniać Boże działanie w człowieku. Bardzo ogólna intencja, nie dotykająca bezpośrednio problemu nie prowokuje wysiłku woli człowieka (“Tak, chcę, żebyś właśnie tego dotknął Panie”) i tym samym nie udrażnia drogi Bożemu działaniu.
Uzdrowienie prowadzi często do poważnych zmian w wewnętrznej “sytuacji” osoby, zmian często nieoczekiwanych, które okazują się być niewygodne. Jeśli ktoś zasiedział się w swoich zranieniach, przyzwyczaił się do nich, być może używając ich jako wygodnej wymówki, by nie angażować się w pełni w życie, może w pierwszym momencie odebrać uzdrowienie jako coś niewygodnego, co utrudnia mu życie… Może się w takiej osobie zrodzić wówczas pokusa powroty do sytuacji sprzed uzdrowienia, do starych przyzwyczajeń. Ważne jest więc, by osoba prosząca o modlitwę była świadoma takiego niebezpieczeństwa, więcej, by grupa zapewniła jej jakiś rodzaj towarzyszenia (nie tylko modlitewnego) po modlitwie, by zapobiec ewentualnym kryzysom.

5.3.1. bez rozeznania
W sytuacji gdy osoba prosząca o modlitwę sama dokonała rozeznania swojej sytuacji i potrafi sprecyzować swoje problemy, grupa najzwyczajniej towarzyszy jej w modlitwie podejmując po kolei problemy, które przedstawia.
Dobrze jest jednak rozpoczynać modlitwę (po uwielbieniu i dziękczynieniu) od modlitwy o uzdolnienie do przebaczenia – w trzech wymiarach: w relacji do Boga, siebie samego, bliźnich. Decyzja o gotowości do bezwarunkowego przebaczenia otwiera drogę Bożemu działaniu w sercu człowieka.

5.3.2. z rozeznaniem
Sytuacja znacznie się komplikuje, kiedy osoba prosząca o uzdrowienie prosi o rozeznanie swojej sytuacji ze strony grupy. W sytuacjach, w których w grę wchodzą bardzo poważne problemy (zranienia w sferze seksualnej, problemy rodzinne, zapiekły brak przebaczenia itd.) należy dążyć do liczebnego zacieśniania grupy (nie więcej niż 4 osoby, nie mniej niż 2) – trudno jest otwierać się w większej grupie.
Dobrze jest jeśli oprócz grupy dokonującej rozeznania i modlącej się bezpośrednio z osobą poranioną, równocześnie modli się druga grupa – przede wszystkim w intencji osób rozeznających: o pokój i jasność rozeznania. Modlitwa ta ma też charakter osłonowy: chodzi o oddalenie wszelkich wpływów złego…
W sytuacji, gdy grupa rozeznająca posługuje się charyzmatami poznania (proroctwo, słowo poznania), powinien być w niej ktoś, kto przyjął sakrament święceń (sąd o prawdziwości i zastosowaniu charyzmatów należy do hierarchii) lub przynajmniej modlitwa taka powinna się odbywać za wiedzą i zgodą (nie tylko domniemaną!) pasterza odpowiedzialnego za wspólnotę.
Nie powinny podejmować się modlitwy o uzdrowienie z rozeznaniem grupy, które nie mają doświadczenia w tym względzie. Nie powinien takiej modlitwie przewodniczyć nikt, kto sam wcześniej, co najmniej kilka razy nie uczestniczył w rozeznawaniu jako członek zespołu. Nie wolno eksperymentować na ludziach. Prowadzenie rozeznania wymaga sporego doświadczenia i sporej wiedzy zakresu życia wewnętrznego i psychologii.
Sama modlitwa powinna rozpocząć się od uwielbienia i dziękczynienia oraz od modlitwy o pokój i jasność rozeznania.
Bardzo ważne jest wytworzenie atmosfery pokoju i bezpieczeństwa (osoba prosząca o modlitwę już przez samą konieczność dotykania problemów znajduje się w sytuacji niepokoju i niepewności). Zadając pytania, wysnuwając wnioski, osoby prowadzące muszą zachować jak największą delikatność. Nie wolno wchodzić siłą w sfery, których osoba prosząca o modlitwę odsłonić nie chce lub nie jest gotowa (Pan ma swój czas). Nie wolno stosować żadnych form nacisku (psychicznego czy emocjonalnego).
W samym rozeznawaniu dużą uwagę należy zwrócić na emocje osoby proszącej o modlitwę. Sfera emocjonalna jest w człowieku czymś w rodzaju barometru: najszybciej reaguje na niewłaściwe relacje, na niebezpieczeństwa itd. Najtrudniej ją też zakłamać. Negatywne emocje (lęk, niepokój, gniew, chęć ucieczki itd.) odsłaniają zawsze jakiegoś rodzaju nieporządek wewnętrzny. Dzięki nim można odnaleźć sfery szczególnie poranione, relacje szczególnie nieuporządkowane. W praktyce chodzi o to, by dana osoba referowała swoje emocje w odniesieniu do osób czy sytuacji ze swego życia. Chodzi o coś w rodzaju emocjonalnego przeniesienia się w przeszłość, do sytuacji, które mogły powodować zranienia. Oczywiście: precyzyjna znajomość przyczyn zranień nie jest warunkiem skuteczności modlitwy, jednak może pomóc w precyzyjnym określeniu głównego problemu, z jakim osoba się boryka.
Rozeznanie powinno objąć trzy sfery relacji: do Boga, do siebie samego, do innych. W praktyce jest tak, iż człowiek najłatwiej przyznaje się do nieuporządkowanych relacji z innymi: od tej więc przestrzeni zwykle warto zacząć rozeznawanie (od kogo doświadczyłem zła, komu nie potrafię przebaczyć, o kim nie potrafię myśleć bez lęku, gniewu itd.). Następnie trzeba wziąć pod uwagę relacje z samym sobą (na ile się akceptuję, jakie żywię uczucia w stosunku do samego siebie itd.), wreszcie relację z Bogiem (na ile doświadczam Jego miłości, jak On mnie widzi, jakie uczucia we mnie wzbudza itd.). Bardzo często osoba poraniona wini za swoje poranienie nie tylko osoby bezpośrednio odpowiedzialne, ale też siebie i Boga. Brak przebaczenia może być poważną przeszkodą dla uzdrowienia, jeśli więc zachodzi taka potrzeba należy samą modlitwę o uzdrowienie poprzedzić modlitwą przebaczenia.
Chodzi w tej modlitwie o podjęcie decyzji przebaczenia we wszystkich trzech sferach relacji. Człowiek zwykle nie jest sam z siebie zdolny do całkowitego i bezwarunkowego przebaczenia: potrzebuje mocy Jezusa, udziału w Jego przebaczeniu dokonanym na krzyżu. Jednak często sama relacja z Jezusem jest zachwiana. Trzeba więc najpierw udrożnić kanał komunikacyjny: dana osoba powinna wypowiedzieć Bogu wszystkie pretensje, które doń żywiła. Grupa powinna się w tym czasie modlić o doświadczenie Bożej miłości, które osoba prosząca zwykle w tym właśnie momencie otrzymuje. To doświadczenie daje jej siłę do ofiarowania Bogu swojej gotowości do przebaczenia, którą On może dopełnić do decyzji (ważne, aby osoba wypowiedziała swą decyzję przebaczenia). Odbudowana relacja z Bogiem pozwala człowiekowi inaczej spojrzeć na samego siebie (ponowna modlitwa o przebaczenie…) i wreszcie na innych (modlitwa o uzdolnienie do przebaczenia innym). To potrójne przebaczenie otwiera bardzo szeroko bramy dla Bożego działania.
Sama modlitwa o uzdrowienie powinna obejmować nie tylko główny problem, ale wszystkie sfery życia danego człowieka, relacje na trzech poziomach, a wszystko to w odniesieniu do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości (Bóg jest Panem czasu). Bardzo ważna jest modlitwa o uzdrowienie z lęku przed przyszłością.
Modlitwę można zakończyć dłuższym uwielbieniem i dziękczynieniem, także dziękczynieniem za spodziewane uzdrowienie.
Wszelkie schematy w modlitwie o uzdrowienie muszą być podporządkowane dynamice Bożego działania. W praktyce każda modlitwa jest inna, tak jak różnią się ludzie i ich problemy. Zespół prowadzący musi więc być maksymalnie elastyczny, by móc kształtować modlitwę z jednej strony w zależności od możliwości i potrzeb osoby o modlitwę proszącej, z drugiej – w zależności od tego, czego chce Pan. Dlatego konieczne jest ze strony prowadzących nieustanne wewnętrzne nasłuchiwanie: Duch Święty może poprzez poruszenia wewnętrzne komunikować, wskazywać jakoś dalszy przebieg modlitwy.
Istotne jest aby poszczególni członkowie zespołu konfrontowali ze sobą swoje osobiste odczucia i rozeznania (nie każde poruszenie musi pochodzić od Boga).
W poważniejszych przypadkach rozeznawanie i modlitwa, mogą być rozłożone na kilka etapów, ważne jest jednak, by nie przerywać w sposób nieuporządkowany (chodzi o to, by zawsze zamknąć jakąś modlitewną całość i nie zostawiać człowieka z rozgrzebanym wnętrzem).
Dobrze jest, kiedy modlitwa o uzdrowienie z rozeznaniem stanowi przedłużenie lub przygotowanie do sakramentu pojednania. Można też sakrament ten uczynić szczytowym punktem modlitwy rozłożonej na etapy. Chodzi o to, iż każde uzdrowienie dokonuje się na mocy przezwyciężenia grzechu przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Sakrament pojednania zaś jest zwyczajnym środkiem, który On nam pozostawił, byśmy mogli czerpać ze skuteczności tego wydarzenia. Modlitwa więc w praktyce nie może dać niczego więcej, niż daje sakrament, może natomiast pomóc w pełniejszym otwarciu się na jego działanie.
Grupa, która podjęła się modlitwy o uzdrowienie z rozeznaniem, podejmuje się także odpowiedzialności za towarzyszenie danej osobie w przyszłości: uzdrowienie może następować skokowo, może się rozpocząć po jakimś czasie itd. Nie wystarczy uświadomić danej osobie, że uzdrowienie może mieć zupełnie inny przebieg, niż się spodziewa. Trzeba jej zapewnić towarzyszenie (kierownictwo duchowe, inna wspólnota lub sam zespół, który prowadził modlitwę) przez pewien czas po modlitwie.

ks. Grzegorz Strzelczyk
Rivera, czwartek, 30 października 1997